Polish Metal Hammer magazine review

Po raz pierwszy o muzyce grupy The Third Ending uslyszalem przed rokiem, kiedy to na kompilacyjnym albumie "The Tsunami Projekt" poswieconym ofiarom pamietnej katastrofy tsunami w poludniowo-wschodniej Azji z grudnia 2005r., znalazlem bardzo udany utwór nieznanego mi wczesniej zespolu o nazwie Theory Of Everything. Zaimponowalo mi, ze wsród znanych nazw i nazwisk (m.in. IQ, Spock's Beard, Ajalon, Neal Morse) najciekawiej wypadlo nagranie "Eleven" pochodzacego z Australii debiutanta. Juz po opublikowaniu wspomnianego charytatywnego albumu zespól zmienil nazwe i teraz jako The Third Ending debiutuje wlasna plyta dlugograjaca. Powiem od razu: to dla mnie jedno z najwiekszych progresywnych objawien 2006 roku. Plyta jest rewelacyjna. Jest doskonale przemyslana i skonstruowana. Swietnie wyprodukowana i fenomenalnie wykonana. Posiada mnóstwo zapadajacych w pamiec fantastycznych muzycznych momentów. To praktycznie album bez slabych punktów. Az trudno uwierzyc, ze nieznana nikomu wczesniej czwórka mlodych ludzi z dalekiej "krainy kangurów" (Andrew Knott - dr, Cornel Ianculovici - bg, Andrew Curtis - g, Nick Storr - v,k) potrafila wyzwolic z siebie az taki potencjal. To doprawdy imponujacy debiut.

Muzyka grupy The Third Ending to dojrzale granie troche w stylu Dream Theater, troche utrzymane w stylu solowej twórczosci Neala Morse'a. Lecz od razu warto podkreslic, ze brzmienie The Third Ending nie jest az tak technicznie zlozone jak Dream Theater, ani tez tak eklektyczne jak propozycje bylego lidera Spock's Beard. Dzieki temu grupie udaje sie zachowac wlasna muzyczna tozsamosc, a mysle, ze w przypadku tej tak dobrej przeciez plyty mozemy mówic nawet o "stylu The Third Ending". Nasuwajace sie skojarzenia z dokonaniami Morse’a i Dream Theater sa w tym przypadku jedynie drogowskazami, majacymi ulatwic mi pisanie o tym zespole, a Tobie Czytelniku latwiejsza orientacje w tym calym zagadnieniu. To jest prog. To jest rock. To jest Trzecie Zakonczenie!

Kazdy dzwiek i kazda pojedyncza fraza ma w muzyce tego zespolu swoje logiczne uzasadnienie. Gdy sluchamy tego albumu mamy poczucie ogromnej naturalnosci i swobody, z jaka muzycy poruszaja sie po kreowanych przez siebie muzycznych obszarach. Oczywiscie znalazl sie na plycie ich pierwszy przebój "Eleven", zagrany odrobine inaczej niz na albumie "The Tsunami Projekt". Jest przesliczna rockowa ballada "Can You Hear Me?", która bardzo przypomina mi dreamtheaterowskie „The Answer Lies Within”. Jest doskonaly, porywajacy instrumental „Tungsten Blues”, przy sluchaniu którego na plecach pojawiaja sie ciarki, a do glowy przychodza skojarzenia z UK i King Crimson. Jest tez imponujacy ciag polaczonych ze soba 7 utworów, ukladajacy sie w zgrabna, zapierajaca dech w piersiach, 30-minutowa calosc, której slucha sie z wypiekami na twarzy. W muzyce The Third Ending jest wszystko, czego mozna tylko zapragnac: doskonale partie instrumentalne, swietne wokale, czeste zmiany tempa, genialny nastrój, rozmach i swoboda. A wszystko to zagrane jest w niezwykle przemyslany, logiczny i wywazony sposób. Wszystkie komponenty podane sa w idealnych proporcjach, co powoduje, ze plyty grupy The Third Ending slucha sie z ogromna radoscia. Debiut – marzenie.

- Artur Chachlowski

back to reviews page